Podwodny świat Samoa

Podróż na Samoa to była dla nas pierwszą okazją do sprawdzenia, na czym polega wyjazd w tropiki. Jako, że dziura ozonowa, jak i ogólnie temperatury nie pozwalają na rozwinięcie parawanu i zaczytanie się w ulubionej lekturze, wiedzieliśmy, że główną atrakcją będzie snorkeling. Dlatego też przed wyjazdem zaopatrzyliśmy w najprostszy sprzęt do tego typu aktywności tj. rurka, maska i płetwy oraz (co wymagało trochę więcej zachodu) w aparat podwodny. Oczywiście, jak to zwykle ze mną bywa, rozpoczął się proces tentegowania w głowie co najlepiej wybrać, żeby sprostało mojemu wybrednemu charakterowi. Po wstępnej selekcji i sprawdzeniu rynku wybór padł na jegomościa Olympusa w wersji TG-4 (którego nomen omen nie ma już w naszej rodzinie, ale o tym dalej). Na co dzień, gdy robię zdjęcia lustrzanką, mam ze sobą co najmniej dwa obiektywy i multum akcesoriów, o statywie nie wspominając. W tym przypadku zaopatrzyłem się w coś niewiele większego od telefonu. Popatrzyłem od góry, od dołu… z prawa, z lewa… i zacząłem się zastanawiać, czy to już koniec. Dobra, damy mu szansę… Kilka zdjęć próbnych, parę filmików, a na koniec test podwodny w garnku i można lecieć na Samoa.

Mieliśmy okazję pooglądać życie podwodne w kilku miejscach, m.in. Palolo Deep Marine Reserve, Lalomanu oraz Giant Clams Sanctuary. Po wizycie w izraelskim Elijacie i eksploracji okolicznej rafy mieliśmy już jakiś poziom odniesienia. Na pewno nie zawiedliśmy się, a skutkiem tego było nawet poparzenie pleców po dwugodzinnym pobycie w wodzie.

Trzeba zaznaczyć, że rafa na Samoa niestety w większości jest martwa – została spustoszona podczas tsunami w 2009 roku, które kosztowało także życie 190 osób (głównie we wschodniej części Upolu). Mieszkańcy odbudowali już swoje domy, rafie zajmie to jednak trochę więcej czasu (choć już widać pierwsze efekty). Na Samoa za to warto przyjechać, aby podziwiać żółwie morskie (w okolicach laguny Namua i przy wybrzeżu Manase) oraz Giant Clamsy (czyli przydacznie olbrzymie), niektóre nawet metrowe. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

 

PS. Jak już wcześniej wspomniałem aparat po tej przygodzie został oddany na gwarancji z prostego powodu, był nieszczelny i parował od środka 🙂 Nie wiemy czy stało się to z naszej winy czy nie, ale na szczęście reklamacja została uwzględniona bez większych problemów.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s