London, bejbe! – czerwiec ’17

mapa_angliaLondyn był krótkim przystankiem podczas naszej podróży do Nowej Zelandii – rok wcześniej kupiliśmy bilety właśnie z Londynu do Auckland. Postanowiliśmy zawitać tam trochę wcześniej i zwiedzić w końcu to miasto, które, pomimo tego,  że chyba jest najłatwiej dostępnym i najczęściej odwiedzanym przez Polaków, jakoś nigdy nie znalazło się na naszej drodze (aż wstyd).

Zatrzymaliśmy się u znajomych w Bracknell ( czyli  dobre 50 km od samego Londynu). W samym Londynie spędziliśmy właściwie tylko jeden dzień, w pozostałe 3 objeżdżaliśmy okolice.

Przy tym wypadzie nie możemy udzielić zbyt wielu porad praktycznych, jako że noclegi,  transport i wyżywienie w dużej mierze mieliśmy zorganizowany przez Martina i Chrisa:) Nie da się ukryć, że Londyn jest drogi – szczególnie ceny wejściówek nas rozbrajały. Za wejście do każdego kościoła trzeba zapłacić 8£, do bardziej popularnych zabytków – 20£. Całe szczęście byliśmy najbardziej nakręceni na 2 rzeczy – British Museum i King Cross Station (to ja;)), całe szczęście obie są darmowe.

Dzień 1 – z wizytą u Elżbiety, Windsor i Eton

Nasz pierwszy dzień pobytu został zaplanowany za nas przez naszych gospodarzy. Pojechaliśmy na spacer dookoła Zamku Królewskiego w Windsorze i pośród uliczek słynnego Eton, które z Windsorem sąsiaduje. Udało nam się nawet zajrzeć przez okno do szkolnych akademików 🙂 Wejściówka do Zamku Królewskiego kosztuje 21-29£, lepiej kupić bilet wcześniej on-line, bo na miejscu trzeba czekać w długich kolejkach. Bonusowym elementem wycieczki było zdjęcie pod domem, który “grał” nr 4, Privet Drive w Kamieniu Filozoficznym, bo jak się okazało, znajduje się on w Bracknell! 🙂

 

Dzień 2 – London, bejbe!

mapa londynu

Kolejny dzień poświęciliśmy na szwendanie się po Londynie. Naszym głównym celem było British Museum z jego antyczną kolekcją (można tam spędzić cały dzień!), które chciałam zobaczyć od dziecka i oczywiście wszystko, co związane z Harrym Potterem, więc w samym Londynie jest to dworzec King’s Cross (i pobliski sklep z pamiątkami 🙂 ). Poza tym chcieliśmy cyknąć jakieś foteczki Big Benowi i Buckingham Palace i – jeśli się poszczęści – pomachać Elżbiecie. Nastawiliśmy się bardziej na taki chilloutowy spacer (o ile 20 km piechotą można nazwać chilloutem :D) niż intensywne zwiedzanie. Udało mi się spełnić jedno z dwóch marzeń – zdjęcie z Peronem 9 i 3/4, niestety selfie ze strażnikiem w czapie będzie musiała poczekać do następnej wizyty 😦 Elka też się nie pokazała na balkonie, za to mogliśmy podziwiać mnóstwo pań w śmiesznych kapeluszach, bo najwyraźniej w Pałacu odbywała się jakaś imprezka 🙂

Mieliśmy dzienny bilet na komunikację miejską, większość miasta przechodziliśmy jednak piechotą. Większość atrakcji znajduje się obok siebie, z metra korzystaliśmy tylko aby dojechać w okolice Tower Bridge i do Notting Hill.

Dzień 3 – Winchester, Stonehenge, Upavon i Avebury

London bejbe (93) aa

Dnia trzeciego wypożyczyliśmy samochód w niezawodnej, jeśli chodzi o cenę, wypożyczalni Easirent  – auto kosztowało 13£ za 2 dni (taniej niż bilet na metro:P). Korzystaliśmy z niej już wcześniej, w Irlandii, wypożyczając autko na weekend za 3euro/dzień.  Zrobiliśmy sobie małą objazdówkę przez Winchester, urocze miasteczko z katedrą z XI w. (wejściówka 8£) i okrągłym stołem Króla Artura, jadąc później do Stonehenge. Od razu wiedzieliśmy, że nie będziemy wchodzić na kompleks, bo bilety wstępu kosztują 17£, a żadne z nas nie było aż tak zafascynowane tą kupą kamieni (trochę ignorancja, wiem:P), aby płacić za to takie pieniądze.

Zatrzymaliśmy się w pobliżu Stonehenge przy drodze i cykaliśmy zdjęcia z daleka (Stonehenge jest widoczny z głównej drogi), gdy zobaczyliśmy kilkoro ludzi biegających po pobliskim polu. Poczekaliśmy chwilę i dostrzegliśmy jeszcze więcej biegaczy, którzy przebiegali po polu bardzo niedaleko odgrodzonej części Stonehenge. Postanowiliśmy sprawdzić, którędy oni się tam dostają (bo skoro biegają, to pole jest dostępne dla każdego). Okazało się, że po polu można pomykać na legalu, strażnicy ze Stonehenge w ogóle nie zwracali na nas uwagi, a oprócz nas było tam jeszcze kilka osób (pomijając biegaczy). Inaczej sprawa się ma tych osób, które próbowały się wbić na lewo do kompleksu – kończyło się to dla nich złapaniem przez strażników, wywiezieniem do kasy biletowej i zmuszeniem do kupna biletu. Jeśli chcecie zobaczyć Stonehenge z bliska, po prostu trzeba zapłacić wejściówkę (choć uważam, że ta cena to zdecydowana przesada), a jeśli nie, to z pola też jest spoko widok 🙂 Jedyny minus jest taki, że od miejsca gdzie można zostawić auto do wejścia na pastwisko trzeba kawałek przejść poboczem drogi, która jest bardzo ruchliwa – my skakaliśmy po krzakach w rowie:P

Stonehange

Ze Stonehenge ruszyliśmy do Avebury, gdzie znajdują się mniej znane (i też mniej imponujące) neolityczne kręgi. Po drodze natrafiliśmy na Upavon – małą, starą, uroczą angielską wioseczkę z pokrytymi strzechą domkami i średniowiecznym kościółkiem ukrytym wśród drzew. Gdy w przyszłości wrócimy na trochę dłużej do Anglii, właśnie takie miejsca chciałaby przede wszystkim odwiedzać. To właśnie dla mnie jest bardzo fascynujące w Wielkiej Brytanii – gdziekolwiek się nie ruszysz, trafiasz na piękną, starą zabudowę, z której czuć historie. Tego właśnie głównie nam brakuje w Nowej Zelandii – małych, starych ,uroczych miasteczek, po których można po prostu pospacerować, pozachwycać się architekturą i wypić kawę w przytulnej kawiarni z pięknym widokiem.

Dzień 4 – Oksford

Oksford – jedno z najpiękniejszych miast jakie widziałam. Gdy za dzieciaka zaczynałam się uczyć angielskiego i fascynować tym językiem, tak właśnie wyobrażałam sobie całą Wielką Brytanię.

Niestety w Oksfordzie mieliśmy do zagospodarowania tylko 4 godziny – wczesnym popołudniem musieliśmy wracać do Londynu, aby złapać samolot do Auckland. W Oksfordzie przespacerowaliśmy się wśród wąskich uliczek między poszczególnymi College’ami. Polecam zaułki przy New College Lane, tam trafiliśmy na Turf Tavern, w której imprezowali aktorzy podczas kręcenia Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego. W Oksfordzie kręcono kilka części filmów o Harrym Potterze, najwięcej scen pochodzi z Kamienia Filozoficznego. Ujęcia kręcono w Christ Church College, Bodleian Library i New College. Wiele miejsc było inspiracją dla samej Rowling podczas pisania książek, a później do scenografii filmowych z Hogwartu. Można nawet wybrać się na jedną z pieszych wycieczek szlakiem Harry’ego Pottera – Harry Potter Walking Tour, na pewno jest to coś, co zapiszę na listę “to do” przy następnych odwiedzinach:)

Pomiędzy spacerami odwiedziliśmy Bibliotekę Bodleian z pięknym sklepieniem, Balliol College i Christ Church College. W Oksfordzie jest masa innych college’y, które można zwiedzić, trzeba jednak wstrzelić się w godziny otwarcia – każdy ma wyznaczone kilka godzin dziennie dla zwiedzających, lepiej to sprawdzić wcześniej. Gdy byliśmy w Christ Church College, studenci akurat świętowali zakończenie roku, chodząc wszędzie w swoich czarnych togach. To musi być wspaniałe uczucie, studiować na Oksfordzie, mieszkać, uczyć się i żyć w tych wszystkich zabytkowych budynkach – to jedno z moich większych marzeń, które już niestety nie zostanie spełnione.

W Oksfordzie spędziliśmy zdecydowanie zbyt mało czasu, więc z chęcią jeszcze tam wrócimy. Tym razem, po cyknięciu fotek w hogwartowej Wielkiej Sali w Christ Church College, ruszyliśmy z powrotem do Londynu i na Heathrow, skąd rozpoczynaliśmy pierwszy z dwóch 12-godzinnych lotów na południową półkulę.

Praktycznie

funt

  • dojazd: My za nasze bilety do Londynu (z Modlina) zapłaciliśmy około 200 zł/os (z bagażem rejestrowanym) w jedną stronę, ale to tylko dlatego, że zależało nam na konkretnej dacie. Jeśli się jest elastycznym, można kupić bilet powrotny za 100 zł
  • dojazd z lotniska: Mimo że Stansted i Luton to właściwie już nawet nie Londyn, dojazdy z Lotnisk nie muszą zrujnować. My za nasz bilet ze Stansted do centrum Londynu zapłaciliśmy 3£/os. ( za 60 km! tyle kosztuje jednorazowy bilet na metro w Londynie!). Rezerwowaliśmy przejazd przez Easybus’a, z dużym wyprzedzeniem (5 miesięcy), ale biletów w tej cenie było wtedy masa. Musieliśmy być trochę elastyczni co do godziny – przylot mieliśmy o 22.00, tańszy bilet był dopiero na 23.30, jednak na miejscu okazało się, że jeśli tylko są miejsca, kierowcy nie robią żadnego problemu i wezmą was jakimkolwiek autobusem – pojechaliśmy o 22.20.
  • Transport miejski Londyn: W Londynie transport miejski to naprawdę bardzo wygodna czasowo, choć tłoczna, sprawa. Najlepiej zakupić sobie bilet dzienny, który – jeśli macie się zamiar dużo przemieszczać – ostatecznie i tak się zwróci. My zakupiliśmy najdroższy z możliwych biletów, bo ze strefy 6 ( z Heathrow – to tam podrzucał nasz Martin z Bracknell) do samego centrum – bilet kosztował 12,50£/os na cały dzień (Dla porównania – do Bracknell wracaliśmy bezpośrednio pociągiem, bilet za osobę kosztował nas 9£ za przejazd) Im mniej stref zawartych w bilecie, tym będzie on tańszy. Ceny, które Was interesują, można sprawdzić na stronie londyńskiego metra
  • Transport poza Londyn: polecamy wypożyczalnie Easirent, naprawdę mają konkurencyjne ceny. My auto zarezerwowaliśmy spontanicznie, z dnia na dzień, za 13£/2 dni (mają bazę na Heathrow, co akurat dla nas było zaletą)
  • zakwaterowanie: polecamy odwiedzać znajomych, z dużym prawdopodobieństwem każdy z nas zna kogoś, kto mieszka w Londynie 😀 jeśli jednak nie, Couchsurfing w dużych w miastach działa doskonale. Ceny hosteli zaczynają się od 7£, ale jeśli macie zamiar zwiedzać tylko ścisłe centrum to lepiej dopłacić parę groszy do hostelu w centrum i oszczędzić na transporcie miejskim.
  • jedzenie: są Lidle, więc jest dobrze 🙂 Na mieście kupowaliśmy tylko Fish&Chipsa pod Tower of London – 8£ za porcje.
  • Ceny atrakcji: w internecie znaleźliśmy taką oto stronkę, według której można wejść do niektórych atrakcji 50% taniej (2 bilety w cenie jednego) prezentując zakupiony bilet na kolej i wydrukowany ze strony voucher. My z tego nie korzystaliśmy, ale wydaje mi się, że jest to warte uwagi w przyszłości 🙂 Załączamy też listę biletów kolejowych, które to ta promocja obejmuje. Standardowe ceny biletów wstępu prezentują się tak:

Maps designed using vectors by Freepik

 

 

 


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s