Kia Orana Rarotonga! – galeria zdjęć

raro

Rarotonga to największa z Wysp Cook’a, brama na świat dla innych małych wysepek, odciętych od reszty. Dla większości takie terminy jak Oceania czy Wyspy Cooka przywołują na myśl biały piasek, puste plaże, krystalicznie czystą wodę czy palmy – dla nas do tej listy skojarzeń dołącza kolejne, mniej oczywiste  – koguty.

Koguty rządzą zarówno Rarotonga jak i Aitutakami, można je zobaczyć wszędzie, ganiające w gąszczu, skaczące po palmach i bananowcach. Jednak komuś, kto odwiedzi Wyspy Cooka, najbardziej utrwali się nie ich widok, a ich głos niosący się po całej wyspie. A jak to koguty mają w zwyczaju u nas, tak samo te na południowej półkuli lubią piać. Rano. Wcześnie rano. Nasza standardowa pora pobudki podczas tych wakacji to 3 w nocy (bo przecież to jeszcze nie jest rano). Wtedy to zazwyczaj jakiś szalony kogut cierpiący na bezsenność rozpoczynał swoje pieśni. I gdyby to był jeden – można by przeżyć. Ale za tym jednym podążały kolejne (a co będą gorsze, też się powydzierają), a jak już wspominaliśmy – na wyspie jest ich sporo. Kończy się to koncertem na 10+ gardeł prosto pod waszymi oknami, a trzeba przyznać, że skurczybyki są też wytrwale – nie mówimy tu o 5-minutowym występie, godzinny performance to minimum 😛 W ten oto sposób możecie być pewni, że nie zmarnujecie ani chwili z Waszych wakacji na Wyspach Cooka (a na pewno ich nie prześpicie), rozwiązuje się tez całkiem ładnie problem organizowania wieczornych rozrywek, gdyż  po tak wczesnej pobudce o 21 już smacznie spaliśmy 😊

40847985
źródło: https://www.wellesleyraro.co.nz/

Avarua

Avarua to stolica Wysp Cooka i największe (jedyne?:P) miasto na wyspach. Określenie miasto to może też zbyt wiele, ale znajdują się tu sklepy, bank, lotnisko i restauracje. Nie ma właściwie niczego wartego uwagi, ale jest to miejsce, w którym można zaopatrzyć się w prowiant czy pamiątki. Ja zakupiłam sobie sarong, Kuba swoją hawajską koszulę z żółwikami, jednak najfajniejszą pamiątką z Wysp Cooka (jeśli ktoś chce zainwestować) są znane na całym świecie czarne perły z laguny Manihiki.

DSC_9080 kopia

Największą atrakcją Avarua jest sobotni market (Punanga Nui Market), gdzie można zakupić pamiątki, a także posmakować lokalnego jedzenia. Nam się niestety nie udało na niego zdążyć. Warto także podejść do najstarszego kościoła na wyspie, CICC (Cook Island Christian Church),  z 1853 roku –  wybudowanego więc jeszcze za czasów misjonarzy, którzy przybyli nawracać mieszkańców wysp. Na pobliskim cmentarzu można znaleźć inskrypcje-perełki, mówiące np. o tym, że ktoś został zjedzony na jednej z wysp 😀 ( tak, na Wyspach Cooka mieszkali kanibale. Według wyczytanej w przewodniku relacji jednego z XIX-w duchownych,  ulubionym sposobem lokalsów przygotowania posiłku było nadzianie nieszczęśnika na włócznie i grillowanie, a następnie gotowanie na parze w ziemnym piecu. Udka szły na pierwszy rzut jako rarytas)

W Avarua polecamy dwie lokalne kawiarnie – New Place Cafe ( z pysznymi, oooogromnymi śniadaniami) i Randez-Vous Cafe przy lotnisku, z dobrą kawką 🙂

Muri Lagoon

Znajdująca się w pd-wsch części wyspy laguna i otaczające je piaszczyste wysepki (motu) to najpopularniejsza cześć Raro. Znajduje się tu sporo hoteli, restauracji, wypożyczalnie różnorakich sprzętów wodnych. Można przesiąść się na kajak i powiosłować do zewnętrznego brzegu laguny, wybrać się na poranne nurkowanie w miejscu, gdzie żerują żółwie morskie, snorkellowac, wiosłować na desce (paddleboarding) i robić masę innych rzeczy.

My wypożyczyliśmy kajak na 2 godziny, co pozwoliło nam dopłynąć do 2 motu (wcale nie było łatwo, mimo że są dosyć blisko brzegu – wiosłowanie pod fale wymaga sporo wysiłku). Podczas płacenia za kajak, od chłopaka, który urzędował w wypożyczalni,  usłyszeliśmy swojskie “dzień dobry”. Okazało się, że jest on instruktorem kitesurfingu – śmiga po świecie w poszukiwaniu najlepszych fal, a na sezon wraca do Polski, bo ponoć w Chałupach najlepsze warunki 🙂 Na Rarotondze mieszkał i pracował od 6 miesięcy. Także widzicie – nasi są wszędzie! Oceania to ostatnie miejsce, gdzie można by się spodziewać spotkać Polaków, a jednak już na Samoa zweryfikowaliśmy nieprawdziwość tego twierdzenia, gdy leżąc w fali na plaży Lalomanu usłyszeliśmy tuż obok naszego domku “Ej, Anka, weź mi zrób fotkę tutaj” 🙂

Cross Island Track i inne atrakcje

Rarotongę można przejść dosłownie w poprzek, wspinając się na najwyższy szczyt wyspy – the Needle. Wierzchołek ma 413 m n.p.m ( może nie wydaje się to imponujące, ale trzeba wziąć pod uwagę, że startujemy dosłownie z poziomu 0 m 🙂 ), zakończony jest specyficzną formacją skalną, której zawdzięcza swoją nazwę.  My się nie pofatygowaliśmy (umówmy się, że pogoda była nienajlepsza :P), ale widoki zdecydowanie wynagrodzą 4 godzinną wspinaczkę w błocku – ze szczytu możecie zobaczyć całą wyspę otoczoną bezkresem oceanu i pomyśleć sobie (tak jak my, mnóstwo razy, będąc tam) – gdzie ja do cholery jestem?

The Needle

Dookoła całej wyspy prowadzi główna droga wzdłuż wybrzeża, warto jednak zjechać z niej na drogę wewnętrzną, wzdłuż której możecie zobaczyć plantacje awokado, bananów i schowane domy mieszkańców wyspy wraz z moim ulubionym elementem – grobami na gankach 😛 Ostatnio moja fidżiańska koleżanka z pracy uświadomiła mnie, że groby przy domach znajdują się nie z powodów duchowych czy kulturowych, lecz czysto ekonomicznych  – miejsce na cmentarzu jest po prostu drogie, a na ogródku za free. Tak czy siak, jeden z moich ulubionych elementów krajobrazu 😀

Island Night

Większość resortów na wyspie organizuje Island Night, czyli pokaz tradycyjnych polinezyjskich tańców. My wybraliśmy się na Island Night w Edgewater Resort, ale jest masa innych miejsc, które je organizują (lista). Można wybrać opcję z bufetem (który jest po prostu hotelową kolacją) lub sam pokaz. My kupiliśmy wejściówki na pokaz, ale szczerze powiedziawszy to nie wiem, czy ktokolwiek by się zorientował, że nie jesteśmy z resortu (bilety kupuje się przy barze i siada się przy stoliku, jak goście hotelowi)

Wiadomo, może to być trochę kiczowata atrakcja, jednak nam Island Night bardzo się podobała, bo strasznie nas fascynuje polinezyjska kultura i zawsze z chęcią się wybieramy na wszelkie tego typu pokazy. Dla nas, bywalców najtańszych hosteli, sama wizyta w resorcie też była przeżyciem 😀 Ten wieczór był też atrakcją pod innym względem – przez chwilę mogliśmy poczuć się jak w amerykańskiej komedii romantycznej. Kojarzycie te scenki, gdzie bohaterowie są na wakacjach w 5* hotelu, są tańce, hulanki, a na koniec wychodzą i tańczą w biustonoszach z kokosów i trawiastych spódnicach taniec brzucha – tak właśnie mniej więcej to wyglądało. Dodatkowym plusem tego wieczoru był fakt załapania się na resortową wieczorną dyskotekę 🙂 Najwyraźniej nie jest to atrakcja dla ludzi tam wakacjujących, bo byliśmy osamotnionymi królami parkietu – Kuba na wyjściu usłyszał od pana didżeja ” don’t stop, mate!” 🙂

Podwodny świat Raro

Naszym ulubionym miejscem do snorkellowania była plaża Black Rock – kawałek laguny niedaleko lotniska. Podczas przypływu, gdy woda była na tyle głęboka, aby pływać, można było dostrzec mnóstwo rożnego rodzaju rybek. Trzeba jednak uważać, aby odpływ Was nie zaskoczył – woda opada tak bardzo, ze można utknąć daleko od brzegu wśród ostrych skal i koralowców i jedynym wyjściem jest przedostanie się na brzeg piechotą (co boli i niszczy koralowce). Przez tak duże zmiany poziomu wody, podczas odpływu można oglądać koralowce bez nurkowania – większość skał wynurza się ponad poziom wody.

Gwiazdą Rarotongi jest bezsprzecznie niebieska rozgwiazda – jest ich bardzo dużo, a kolor mają przepiękny. Znawcami ryb nie jesteśmy, wiec nie mamy zielonego pojęcia co udało nam się wypatrzyć, ale było tam kilka dziwnych osobników (jak ta łypiąca spod oka ryba z kolcami)

Drugim miejscem dobrym do snorkellowania jest Muri Lagoon, jednak tutaj trzeba już wypłynąć dalej od brzegu, w stronę jednej z motu. Blisko plaży dno jest piaszczyste, a jedyne co można znaleźć to obrzydliwe ogórki morskie (po polsku nazywają się strzykwy, ale angielska nazwa “sea cucumber” o wiele bardziej mi się podoba). Na Muri było ich pełno, są czarne, obłe, oślizgłe i wyglądają jak wielkie kupy w wodzie. Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż nadepnięcie na nie bosą stopa:P

Na koniec złożony filmik z naszych podwodnych podbojów. Mistrzami kamery nie jesteśmy, tym bardziej montażu, ale na ładne rybki można popatrzeć 🙂 ( piosenka co prawda hawajska, ale wciąż ten sam krąg kulturowy 🙂 )


4 thoughts on “Kia Orana Rarotonga! – galeria zdjęć

  1. Przeczytałam całość i muszę przyznać, że super się czyta tą krótką relację, a zdjęcia sprawiają, że przynajmniej w wyobraźni mogę się przenieść do raju. Duży plus za zdjęcia podwodnego świata:-) Z niecierpliwością czekam na Waszą kolejną podróż

    Like

    1. W najbliższym czasie szykuje nam się tylko lokalne, nowozelandzkie zwiedzanie, ale wpisy z Aitutaków i z Tonga są “in progress” 🙂

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s