Kia Orana Aitutaki!- kawałek raju pośrodku Oceanu

aitutaki

Atol Aitutaków jest oddalony o godzinę lotu od Rarotongi, choć wydawać by się mogło, że ta godzina przenosi was do całkiem innego świata. Wyspa żyje przede wszystkim z turystyki, jednak komercja wcale nie rzuca się tu w oczy. Wciąż nie tak wielu ludzi tu dociera, a gdy już – raczej zamknięci są w resortach. Jeżdżąc skuterem po tym 18 km skrawku ziemi spotykaliśmy samych miejscowych ( których jest tutaj ok 2 tys.). Na Aitutaki można nawet wybrać się na jednodniową wycieczkę z Rarotongi, jednak zdecydowanie lepiej zostać tu chociaż kilka dni.

Aitutaki-from-the-air-800x600
źródło: https://welltravelled.com.au/destinations/south-pacific/paradise-found-cook-islands/

Aitutaki wprawiają w zachwyt od pierwszego wejrzenia. Widoki są po prostu niesamowite, zaczynając od samego lądowania. Całe szczęście leci się malutkim samolotem, z 3 rzędami siedzeń, więc prawie na pewno zgarniecie miejsce przy oknie 😉

Lotnisko na Aitutakach to malutki domek, jak widać na zdjęciu, w zasadzie bez ścian. Po przylocie, na gości hotelowych (tych droższych :P) zazwyczaj czekają pick-up’y z obowiązkowym łańcuchem z kwiatów. My się do nich niestety nie zaliczaliśmy – na nas czekał wypożyczony skuter z kluczykiem w stacyjce i kartką “Paulina” na przodzie. Opłaciliśmy go po drodze do naszej chatki, zahaczając o Aquila Rental. Mieści się on przy Aquila Store, obok Aquila Gas Station… nie jesteśmy do końca pewni, czy jedna rodzina wiedzie prym w prowadzeniu interesów na Aitutakach czy po prostu mają dość ograniczone pomysły na nazewnictwo 🙂

Na Aitutakach ciężko się zgubić, gdyż dookoła wyspy prowadzi jedna droga z kilkoma bocznymi odnogami i polną ścieżką po wschodniej stronie wyspy (skuter przejedzie, sprawdzone). W Arutandze, “stolicy” Aitutaków, znajdziecie komisariat policji (wraz z sądem najwyższym), boisko, lokalne marae, zbiornik z filtrowaną wodą i sklep z pamiątkami. Sklep spożywczy (Aquila Store) znajduje się przy drodze, bliżej lotniska. Co może się wydawać dosyć dziwne, w tej pięknej lagunie nie ma wyjątkowo pięknych plaż – cała wschodnia część wyspy jest błotnista, najładniejsze miejsca znajdują się w pobliżu lotniska. My na wieczorne snorekellowanie wybieraliśmy się o tu

Rejs po lagunie

Rejs po aitutaskiej lagunie i odkrywanie okalających ją motu (motu to po prostu piaszczysta łacha, na której nie ma nic oprócz palm, białego piasku, krystalicznie czystej wody, paru krabików i ptaków) to główna atrakcja podczas pobytu na Aitutakach. Tak jak wspominaliśmy wcześniej, na głównej wyspie wybrzeże nie jest zbyt spektakularne, jednak wystarczy podpłynąć do zewnętrznej krawędzi laguny, aby znaleźć się w scenerii jak z bajki. Jest wiele różnych sposobów na odkrywanie laguny. Można wybrać sobie jedną z wysepek, wynająć transport w obie strony łódką i spędzić cały dzień niczym Robinson Crusoe na bezludnej wyspie. Można (jak my) wybrać najpopularniejszą opcję i wypłynąć na zorganizowany, całodzienny rejs, podczas którego odwiedza się kilka wysepek i kilka miejsc do snorkellowania. Można także wypożyczyć kajak i spróbować dopłynąć o własnych siłach do tych bliższych motu, choć jest to już kawałek. Laguna Aitutaków jest także popularna wśród kitesurferów, nurków i nowożeńców, którzy na bezludnej wyspie, pod palmami, przypływają powiedzieć sobie “tak”.

My wybraliśmy się na rejs wraz z “Teki Tour”, jednak na wyspie jest wielu innych organizatorów takich wycieczek. Większość z nich zapewnia podobne atrakcje, więc chyba nie ma zbyt wielkiej różnicy, którego z nich się wybierze. My byliśmy zadowoleni. Rejs kosztuje 125$ za osobę, więc są to dosyć spore pieniądze, jednak docierając już tutaj, nie warto sobie go odmawiać. W cenie jest snorkellowanie w 3 różnych miejscach, czas wolny na 3 motu, ręczniki, maski, płetwy i najpyszniejszy na świecie “barbecue lunch” – tak pysznego grillowanego tuńczyka nie jedliśmy w całym naszym życiu. Gratis do całej wycieczki dołączone były suchary w pacyficznym stylu w wykonaniu naszego pana kapitana Shaka 🙂

Pierwszą atrakcją naszego rejsu był postój na snorkellowanie wraz z “Giant trevalley”. Pierwsze co zobaczyliśmy po zatrzymaniu łódki to poniższy widok:

“Rybki” te są dosyć żarłoczne, przyciąga je też każde świecidełko, więc zostaliśmy ostrzeżeni, aby nie wchodzić do wody w biżuterii ani nie wyciągać aparatu w ich pobliżu (nie żeby ktokolwiek miał ochotę na wejście do oceanu po zobaczeniu tego spektaklu). Ostatecznie nasz kapitan Shaka wszedł do wody pierwszy – kiedy okazało się, że nie zżarły go w całości w sekundę, jakoś też się przełamaliśmy, jednak szybko oddaliliśmy się od łódki, wokół której pływały (czaiły się na więcej żarła, a jak). Trochę dalej można było snorkellować z przyjemniejszymi rybkami, a także przy wraku małego statku.

(podrzucam jeszcze kawałek z “Blue Planet” o GT – gdybym to zobaczyła przed wyjazdem, to podejrzewam, że nawet kapitan Shaka nie przekonałby mnie do wejścia do tej wody:P)

Następnym przystankiem naszej podróży była Honeymoon Island z półgodzinnym czasem wolnym i Maina, gdzie oczekiwał nas pyszny lunch. Honeymoon Island wzięła swoją nazwę z faktu, iż to tutaj najczęściej organizowane są śluby. Nie ma co się dziwić, to chyba najbardziej urokliwy kawałek piachu pośród oceanu na świecie . Na Maiana natomiast zjedliśmy ogromny lunch, podany w “miskach” zrobionych z clamsowych muszli, który składał się ze wszystkiego co dobre w kuchni Wysp Cooka – sałatki z papai, świeżych owoców i grillowanej rybki. Na wyspie można też było odnaleźć gniazdujące lokalne ptaszory ze skrzeczącymi małymi (red-tailed tropicbird)

Następnymi punktami wycieczki było snorkellowanie w skupisku giant clamsów (nie było ich jednak aż tak dużo jak na Samoa) i wśród fioletowych koralowców. Aparat podwodny niestety rozładował nam się już przy clamsach, jednak i tak nie mielibyśmy zbyt imponujących zdjęć. Podczas niezwykle gorącego lata 2016 roku poziom wody w lagunie tak opadł, iż większość z koralowców wystawiona na działanie słońca obumarła i wyblakła. W tym miejscu usłyszeliśmy też historię o tym, jak przemysł bananowy i nawozy zniszczyły lagunę, która przed latami 60-tymi była jedną z najpiękniejszych na świecie, jeśli chodzi o życie podwodne. Mieszkańcy zrezygnowali z eksportu bananów,  teraz ich źródłem utrzymania jest turystyka, jednak lagunie trochę zejdzie, zanim odzyska świetność.

Ostatnim punktem wycieczki była wizyta na “One Foot Island”, popularnej wysepce, na której można wbić sobie pieczątkę do paszportu. Ponoć to legalne, ale jak zobaczyliśmy naszego kapitana Shake wbijającego na łodzi śmieszną stópkę w nasze paszporty, to trochę zwątpiliśmy. Tak czy siak, stópka jest, a my przekonamy się w przyszłości, czy gdzieś nas kiedyś z nią nie wpuszczą:P One Foot Island zawdzięcza swoją nazwę po trosze kształtowi (z góry przypomina lewą stopę), po trosze lokalnej legendzie. Podczas ataku na główną wyspę jeden z wojowników uciekł na One Foot Island wraz ze swoim synem. Wyniósł go na rękach z łódki, ukrył na palmie, wrócił i odpłynął z powrotem na Aitutaki. Wrogowie, którzy ich ścigali, zobaczyli jedną parę stóp prowadzącą wgłąb wyspy i jedną parę powracającą do łodzi, a więc stwierdzili, że na wyspie nikogo nie ma. Z pomocą tego fortelu chłopaka ocalono, a wyspa uzyskała swoją nazwę. Tu niestety nas dzień na lagunie dobiegł końca i wyruszyliśmy w drogę powrotną, resztę dnia spędzając na popijaniu drineczków na naszym tarasie, w towarzystwie szalejących po dachu gekonów.

 

Wydawać by się mogło, że na Aitutakach atrakcji nie jest zbyt wiele, tym bardziej dla ludzi, którzy nie lubią plażowania (na dźwięk stwierdzenia “wakacje nad morzem” mnie zawsze przechodził dreszcz grozy), jednak odkrywanie życia podwodnego chyba nigdy nie może się znudzić. Nas tak nakręciło snorkellowanie na Samoa i Wyspach Cook’a, że postanowiliśmy iść o krok dalej – w lipcu ukończyliśmy pierwszy certyfikat PADI (Open Water) i na Tonga zakosztujemy nurkowania z prawdziwego zdarzenia 🙂 ( Update po fakcie: nie zanurkowaliśmy na Tonga, bo cała kasa poszła na wieloryby:P nie żałujemy ani grosza 🙂 )

 


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s