Omnomnomnom, czyli co się je w NZ

Trochę już czasu siedzimy na tym naszym nowozelandzkim końcu świata i właściwie nie podzieliliśmy się jeszcze (z szerszym gronem odbiorców 🙂 ) wrażeniami z życia w NZ. Mamy wielkie postanowienie poprawy, aby nadrobić wszystko do naszego zbliżającego się już wielkimi krokami wyjazdu. Na pierwszy rzut temat bardzo drogi naszym obu serduszkom, czyli jedzenie! 😀

Kuchnia Nowej Zelandii

Na wstępie można z przykrością stwierdzić – szału nie ma. Sam kraj powstał niedawno, więc ciężko tu mówić o jakimś tradycyjnym jedzeniu, większość jest po prostu ściągnięta z kuchni angielskiej (a wiadomo, kuchnia angielska to jeszcze mniejszy szał).

Nie ma też zbyt wielu pozostałości po maoryskich tradycjach kulinarnych. Jedyną rzeczą, o której słyszeliśmy, jest “hangi”. Hangi to sposób przyrządzania posiłków – rodzaj pieca, gdzie jedzenie wkłada się pomiędzy gorące skały i zakopuje w ziemi. Na posiłek składają się mięso i lokalne warzywa, a więc kumara (czyli nasze bataty), jam, dynia czy inne akurat dostępne składniki. Póki co spotkaliśmy się z hangi tylko w Rotorua, w Te Puia – maoryskiej wiosce (takiej dla turystów). W Te Puia można też spróbować kukurydzy gotowanej w gejzerze – mieszkańcy zanurzają ją na sznurku w gorącym źródle, a później można już wsuwać kolbę śmierdzącą siarą 🙂 Wydaje mi się jednak, że to wszystko jest tylko na pokaz dla turystów, tak na co dzień, współcześnie, tradycyjne maoryskie jedzenie to KFC 😛

W Auckland i w całej Nowej Zelandii tak naprawdę najpopularniejsze są chińskie i hinduskie garkuchnie. “Chińczyka” i “Hindusa” można znaleźć w każdej najmniejszym nowozelandzkim wygwizdowie. Za 20$ możecie zjeść obiad w hinduskiej knajpie, który tak naprawdę wystarczy na 2 obiady. Sushi to tutaj najtańsza z możliwych przekąsek, w sieciówce rolkę dnia (8 kawałków) można dostać za 6$. Dla porównania chleb w piekarni też kosztuje 6$ (nie mówimy tu o tym paskudnym, dmuchanym, tostowym szicie, tylko o takim normalnym chlebie). Japońscy mistrzowie sushi pewnie by się przekręcili w grobie, gdyby zobaczyli tutejsze sushi (które zazwyczaj nawet nie ma ryby, tylko kurczaka teryaki), ale nam ono pasuje – ważne, że jest łosoś z awokado, to przechodzi w każdej formie 🙂 )

A wracając do anglosaskich wpływów – co dobrego można zjeść w NZ?

  • Pie – na każdym kroku, w każdym “dairy” (takich żabkach, zawsze prowadzonych przez Hindusa 😛 ) możecie spotkać napis “Pies” i wcale nie oznacza to, że można kupić tu kanapkę z psa ( hehe, taki suchar 😛 ). Pie to taka mini wersja ich angielskiego, większego odpowiednika – mięsa w sosie zapieczonego w cieście, w formie placka. Oczywiście nowozelandzkie wariacje wkoło pie’a obejmują farsz rybny i hinduski butter chicken w środku. Można je kupić tanio, mrożone z supermarketu, ale lepiej zainwestować i pójść do jakiejś dobrej kawiarni – smak jest zdecydowanie warty wydania tych 3$ więcej
  • Fish & chips, czyli gwiazda kuchni angielskiej. Zwykłe fryty ze smażoną rybą. Mimo, że nie lubię fish & chipsów, to w NZ jedliśmy kilka naprawdę pysznych ryb (w Puhoi General Store jest najlepsze fish & chips pod słońcem, serwują też mussels&chips albo oyster&chips za 10$. Wszystko w rodzinnym sklepie w malutkim miasteczku. Puhoi to nasze nowozelandzkie odkrycie nr 1, jeszcze kiedyś o nim napiszemy)
  • Whitebait fritter, mussel fritter – fritter to takie omlety/jajeczne placki, z dorzuconymi do nich różnymi owocami morza. Można więc wrzucić tam ostrygi, muszle, mule, whitebait’a i wszystko inne, co akurat wpadnie w sieć 🙂 Whitebait to lokalny rarytas – to kilkucentymetrowe, malutkie rybki, łapane w grupach. Jeszcze nie kosztowaliśmy, podzielimy się wrażeniami jak już będziemy mieć okazję.
  • Ostrygi i mule – można kupić wszędzie, co więcej – praktycznie wszędzie można je zebrać samemu (zazwyczaj limit jest ok 15 sztuk/na dzień/na osobę, ale to zależy od plaży). Jedne z najbardziej popularnych muli to Greenshell Mussels z Półwyspu Coromandel czy też z miasteczka Haveloc (w pobliżu Marlborough Sounds). Najpopularniejsze ostrygi w NZ pochodzą z samego południa Wyspy Południowej, z Bluff – to też jeszcze przed nami.
  • Hamburgery – burger to jedno z najulubieńszych dań Kiwi. Tak jak w Polsce, rodzajów burgerów jest mnóstwo – od klasycznych po burgery z dziczyzny czy z tofu. Jednak klasyczny Kiwi-burger musi obowiązkowo być z burakiem!
  • Baranina – w Nowej Zelandii owiec jest kilkanaście razy więcej niż ludzi, więc nie jest to zaskoczenie, że produkuje się tu najlepszą na świecie baraninę i jagnięcinę. Jak wszystko tutaj, mięso to do najtańszych nie należy, ale jest osiągalne dla przeciętnego Kiwi i na pewno o wiele częściej gości na talerzach niż w Polsce.
  • Kiwi brekkie – macie ochotę na śniadanie w Nowej Zelandii? Szykujcie się na danie wielkości (i w cenie) obiadu. Klasyczne nowozelandzkie śniadania (Kiwi breakfast, w skrócie brekkie) składa się w wersji na słono z chleba, jajka (najczęściej w koszulce), hash browna (placka ziemniaczanego), pieczarek, pomidorów, bekonu i parówek. Wszystko to w cenie ok 20$. Najbardziej popularna wersja na słodko to naleśniki/gofry podawane z bananem, smażonym boczkiem i syropem klonowym (moje ulubione połączenie odkryte w NZ). W weekend Kiwi Brekkie zmienia się w brunch – obowiązkowo z kieliszkiem mimosy i jajkiem z awokado (Skomiał powoli staje się Kiwi, sobotnie brunche to jego ulubiony posiłek 🙂 )
  • Weet-bix – jeśli Nowozelandczyk nie ma czasu na Kiwi brekkie, w pośpiechu sięga po Weet-bix’a. Są to sprasowane płatki śniadaniowe i owsiane, w kształcie batona zbożowego, którego wrzuca się do mleka bądź jogurtu. Nie mam pojęcia, skąd wziął się weet-bix’owy fenomen w NZ, bo na sucho jest on bez smaku, a po dodaniu mleka rozpada się na paskudną papkę. Cóż, drugiej strony świata nie ogarniesz.
  • Marmite – nowozelandzki odpowiednik vegemite (jest to dokładnie to samo, ale żaden Nowozelandczyk się nie przyzna, że je to samo co Australijczyk). Paskudne drożdżowe smarowidło, kupiliśmy słoiczek po przyjeździe, spróbowaliśmy, wykrzywiło nas i od tego czasu leży na półce. Co lepsze, jeszcze się nie zepsuło 😛
  • Spaghetti z puszki na toście – nie, nie żartuje. To dramat, ale to prawda…
  • Kumara – czyli bataty, występują tutaj też w wersji białej i purpurowej. Kumarę sprowadzili do Nowej Zelandii Maorysi jeszcze przed angielskim osadnictwem i jest to najpopularniejsze lokalne warzywo.
  • Awokado – w Polsce nigdy nie kupowałam awokado i nigdy bym nie powiedziała, że je lubię, dla mnie było bez smaku. Dopiero po przyjeździe do Nowej Zelandii zrozumiałam, o co tyle halo z tym owoco/warzywem! Awokado tutaj jest przepyszne, kremowe, jedwabiście gładkie, pełne smaku (brzmię trochę jak reklama margaryny:P). Nie sposób tego opisać, ale jeśli kiedyś jedliście owoce w tropikach, to dobrze wiecie jaka jest różnica w smaku pomiędzy tymi na miejscu, a tymi w Polsce. Po prostu trzeba przyjechać do NZ i samemu spróbować.
  • Yam – trochę ziemniak, trochę kumara, a trochę pietruszka. W sezonie zastępuje kumarę na nowozelandzkich talerzach.
  • Feijoa – to lokalny owoc, dostępny tylko w sezonie – robi się z tego soki, przetwory i ciasta. Jest bardzo dobra, choć smak jej jest specyficzny – chyba najbliżej jej do guawy.
  • no i oczywiście – kiwi 🙂 W Nowej Zelandii występuje też w wersji “gold”, która ma słodszy, delikatniejszy smak. Kiwi produkuje się w całym kraju, a jest droższe niż w Polsce:P

 

A co zjemy na deser?

Biscuits and slices of new zealand

  • Pavlova – o prawa do Pavlovej jako deseru narodowego Nowozelandczycy od lat kłócą się z Australią, ciężko stwierdzić kto wygra ten spór 🙂 Pavlovą chyba każdy zna, bo jest jednym z hitów tej części świata, który podbił Europę. Jeśli zamówicie ten deser w kawiarni/restauracji, spodziewajcie się raczej otrzymania małej bezy z lodami, a nie kawałka dużego tortu.
  • Slice (mint slice, chocolate slice) – nie do końca potrafię wytłumaczyć, czym jest nowozelandzki slice – chyba najbliżej mu do batonów robionych domowym sposobem. Różnego rodzaju slice’y można dostać w każdej piekarni i cukierni, jest to najpopularniejszy deser obok muffinów i ciasta marchewkowego.
  • Hokey pokey ice cream – nowozelandzka duma narodowa, lody waniliowe z pokruszonymi kawałkami honeycombu (plastrów chrupiącego toffee). Tip Top i Kapiti to dwie nowozelandzkie marki lodów. Rok temu doszło do narodowego skandalu, gdy okazało się, że część lodów Tip Top’a jest produkowana w Hiszpanii (Nowozelandczycy są bardzo przeczuleni w kwestii “kupuj tylko swoje”, dlatego np. na wakacje wyjeżdżają tylko tam, gdzie lata Air New Zealand 😛 )
  • Afghan cakes – nasze ulubione czekoladowe ciastka z dodatkiem cornflakes’ów (dzięki temu są chrupiące). Najlepsze od Cookie Time’a! (wszystko od Cookie Time’a jest pycha 🙂 )
  • ANZAC biscuits – ANZAC to Australian and New Zealand Army Corps, oddziały wojskowe które były wysyłane do Europy podczas I i II Wojny Światowej. Te owsiano-kokosowe ciasteczka były wysyłane żołnierzom walczącym na odległych frontach przez matki i żony, stąd wzięła się ich nazwa. Dziś są popularnymi lokalnymi biscuitami.
  • Czekolada Whitakker’s – lokalna marka czekolady, pychota
  • Lamingtons – biszkopt polany czekoladą i obsypany wiórkami kokosowymi
  • Rocky road cake – domowej roboty ciastko czekoladowe z dużymi kawałkami orzechów i pianek marshmallow. Podobne do niego jest także Lolly Cake
  • Hot Cross Buns’y – tradycyjne korzenne bułeczki z rodzynkami, wypiekane na Wielkanoc
  • Chocolate fish – pianki w czekoladzie w kształcie rybek. Nowozelandzkie dzieciaki dostają je często w  nagrodę za dobrze wykonane zadanie. Czemu muszą być w kształcie rybek? nie pytajcie mnie, nie mam zielonego pojęcia 🙂
  • Jaffa Cakes – to nasze Delicje. W NZ Jaffa’s to też czekoladowe draże pokryte czerwoną polewą o smaku pomarańczowym
  • Tim tams –  zdecydowanie najpopularniejsze ciastka w nowozelandzkich marketach (choć australijskie)
  • Lollies – w NZ to po prostu wszelkiego rodzaju słodycze – żelki, ciastka, galaretki
  • Miód z Manuki – bardzo drogi miód z lokalnego krzewu manuki, cena słoiczka 200g rozpoczyna się od 20$, ceny górnej raczej nie ma – widzieliśmy już i takie po 200$. Ma wiele właściwości zdrowotnych – dodaje się go kremów czy maseczek. Na pewno zakupimy sobie słoiczek na pożegnanie z Nową Zelandią (pewnie nie zauważymy różnicy 😛 )

 

 

A czym popijemy?

  • Kawa – w NZ to świętość, na równi z All Black’sami. Żaden szanujący się Kiwi nie rozpocznie dnia bez kubka Flat White. Trzeba im to przyznać, że kawę serwują fantastyczną. Ja nigdy nie byłam smakoszem kawy (raczej preferowałam napój “mleko z kawą”), Kuba w ogóle jej nie pijał. Tutaj jest ona taka pyszna, że nie można się jej oprzeć – kawa i muffinek to dla nas podstawa o poranku, podczas każdej wycieczki. Kubki smakowe nam się tak wyostrzyły, że już nawet ja, ignorantka, potrafię powiedzieć, że u mnie w firmie serwują w ekspresie dramatyczną kawę. W kawiarniach często możecie zobaczyć rozmiar kawy “bowl” – nie, to nie jest przenośnia. Naprawdę dostaniecie miseczkę kawy 🙂 Najpyszniejsze kawy serwują malutkie, ukryte kawiarnie – moim największym odkryciem jest kawa z księgarnii Boat Books w Westhaven (pracowałam w budynku, w którym znajduje się księgarnia). BEST COFFEE EVER! naprawdę polecam zaglądnąć 🙂
  • Wina – o nowozelandzkich winach koneser mógłby napisać pewnie rozprawę na kilkadziesiąt stron. My, prostacy, możemy powiedzieć, że są dobre i niestety nietanie 😛 butelka najtańszego wina ( australijski Jacob Creek, hehe – zawsze mnie to bawi, bo w Polsce to przecież jest uznawane za “supermarketowe wino z wyższej półki”) kosztuje 10$. To nawet w NZ jest już trochę kasy, na pewno nie jest to taki sam wydatek jak 3-5 euro za butelkę wina w Niemczech czy we Francji. Wina produkuje się w różnych częściach Nowej Zelandii, wszystkie ich rodzaje. Najpopularniejsze regiony winne to Hawke’s Bay (pn-wsch Wyspy Pn), Marlborough ( pn Wyspy Pd) i Waiheke Island przy Auckland.
  • L&P (Lemon & Paeroa) – lokalna oranżada pochodząca z Paeroa, miasteczka na Półwyspie Coromandel
  • Herbata – jeśli już, to z mlekiem, jak na angielskich potomków przystało
  • Ginger beer – gazowany napój o smaku imbirowym ( dobrze się komponuje w drinkach z rumem )
  • Chai latte, tumeric latte, beetroot latte, matcha latte i inne tego typu wariacje 🙂 Najpopularniejsza chai latte to spienione mleko z hinduskimi przyprawami
  • Foating spider – cola z lodami waniliowymi

 

Restauracje/kawiarnie/miejsca, które z różnych powodów zapadły nam w pamięć i które gorąco polecamy!:)*

*coś tu pewnie jeszcze dorzucimy przez najbliższe miesiące:)

Tanie a dobre :

  • fish&chips z Puhoi General Store – zdecydowanie nasze nr 1 w NZ, nigdy nie odmawiamy sobie zatrzymania się na rybkę w Puhoi podczas wyjazdów na Północ:)
  • smażone chińskie pierożki za rogiem – o tu, naprawdę najlepsze jakie jedliśmy w Auckland. I ogromne porcje!
  • Murder Burger – pycha burgery w Auckland
  • La Voie Francaise , Auckland- francuska piekarnia, z naprawdę francuskim pieczywem (a nawet francuską obsługą:) )
  • Polskie pierogi w Christchurch – foodtrack polskiego małżeństwa, w centrum Christchurch. Warto zaglądnąć 🙂
  • kawiarnia w Claris (Great Barrier Island) z domowym ciastem marchewkowym

Trochę wyższa półka:

  • Indian Star Tandoori w Rotorua – pyszny Mango i Korma chicken
  • Jimmy’s Jack Rib Shack – żeberka w Paihi jedliśmy podczas Sylwestra 2017 i były przepyszne. Jako że byliśmy już trochę dziabnięci, nie możemy na 100% stwierdzić czy ich wyjątkowy smak był zasługą ręki kucharza, czy naszych promili we krwi 😉
  • Orbit 360 – restauracja w Sky Tower – jest to już cenowo lokal z najwyższej półki, jednak jeśli ktoś bardzo chce zobaczyć panoramę Auckland ze Sky Tower to o wiele lepiej wybrać się tam na lunch (za ok 50$), niż płacić 30$ za wejściówkę. (w cenie lunchu/obiadu jest też wstęp na turystyczny taras widokowy). No i restauracja się obraca, więc zanim skończycie posiłek to nie ruszając się z miejsca obejrzycie panoramę Auckland.
  • Lillius – restauracja w Auckland, którą ostatnio odwiedziliśmy z okazji Skomiałowego jubileuszu 😀 Pyszne jedzenie, zaskakujące połączenia (ach te lody z kminem rzymskim), pięknie podane – pierwszy raz w życiu byliśmy w lokalu serwującym dania niczym z Masterchef’a (jesteśmy zagorzałymi fanami, ale tylko australijskiego). Super miejsce.

A tak naprawdę najpyszniejszym jedzeniem jest to spożywane w pięknych okolicznościach przyrody, dlatego moim ulubionym daniem od roku są hokkien noodle z warzywami, które Kuba zawsze przyrządza w górach 🙂

DSC_3331 kopia


One thought on “Omnomnomnom, czyli co się je w NZ

  1. Temat bliski mojemu sercu, ponieważ jedzenie jest dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy podczas podróży. Napisane lekkim piórem z przyjemnością się czyta i czeka na więcej. Po przeczytaniu wiem jedno albo bym bardzo szybko schudła podczas pobytu albo szybko opuściła ten kraj. Pozdrawiam

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s