Wulkaniczne plaże Auckland

Auckland, delikatnie mówiąc, nie należy do najpiękniejszych miast na świecie. My w naszym rankingu najbrzydszych miast ever uplasowalibyśmy je gdzieś w czołówce, razem z Radomiem i Sosnowcem, ale może to trochę przesada. Nasze uczucia są tak negatywne, bo mieszkanie w Auckland (a dokładniej w centrum) jest bardzo uciążliwe. Jednak to miasto ma pewne plusy, dostrzegalne nawet dla naszych uprzedzonych oczu. Jedynym z nich jest bez wątpienia bliskość morza i oceanu.

Auckland położone jest na wąskim przesmyku pomiędzy Hauraki Gulf na Oceanie Spokojnym (od wschodu) i Morzem Tasmana (od zachodu).  Praktycznie każda dzielnica w mieście ma swoją miejską plażę lub przystań promową. Plaże miejskie są przyzwoite, niektóre nawet bardziej niż bardzo – plaża Mission Bay z deptakiem i ścieżką rowerową (8 km z centrum),  plaże na North Shore z najbardziej popularną plażą na Brown’s Bay i Takapuną czy trzykilometrowa plaża w Orewie (oddalona o 40km od centrum, ale administracyjnie to dalej Auckland). Jednak najpiękniejsze perełki kryją się na zachodnim wybrzeżu, ukryte pośród lasów Waitakere Ranges.

Waitakere Ranges

Waitakere to pasmo górskie położone na zachodnim wybrzeżu Wyspy Północnej, ok 50km od centrum Auckland. Góry stanowią park krajobrazowy i są bardzo popularnym miejscem weekendowych wypadów dla mieszkańców Auckland. Przez park wiedzie mnóstwo szlaków o różnej długości i o różnym poziomie trudności – od kilkugodzinnych spacerów do kilkudniowych trampingów. Jeśli chce się poznać Waitakere wzdłuż i wszerz, można wybrać się na 4-dniowy tramping wzdłuż Hillary Trail.

Sir Edmund Hilary, pierwszy zdobywca Everestu, pochodził z Auckland i był głęboko związany z zachodnim wybrzeżem i górami Waitakere. To tu spędzał dzieciństwo, nabierał pierwsze szlify w górskiej wspinaczce, a później posiadał swój bach (letni domek), który nazywał swoim “miejscem ukojenia”. Właśnie z tego względu szlak w tym rejonie został upamiętniony jego imieniem

Hillary Trail wiedzie głównie przez rodzimy, gęsty las z paprociami drzewiastymi, drzewami kauri i pohutekawą, miejscami także wzdłuż pięknego klifowego wybrzeża. My Hillary Trail pokonywaliśmy tylko odcinkami,  w ramach weekendowych wycieczek, jednak czterodniowa wędrówka jest na pewno warta polecenia – daje zupełnie inną perspektywę. Szlak może wydawać się prosty do przejścia, jednak nigdy nie należy lekceważyć gór – w zeszłym roku dwójka nastolatków zginęła podczas przekraczania jednej z rzek na trasie

Piha

Piha to najbardziej popularna plaża w pobliżu Auckland i właściwie jedyna, na którą można się dostać “transportem publicznym” (w sezonie letnim kursują tu zorganizowane wycieczki), poza sezonem już tylko na własną rękę. Piha i reszta okolicznych plaży są popularne wśród surferów, jednak uchodzą za niebezpieczne ze względu na silne prądy.

Piha, tak jak pozostałe plaże zachodniego wybrzeża, to plaża wulkaniczna. Złotego piasku nie będzie, za to znajdziecie tu wszelkie odcienie czerni, odbijające wszystko jak lustro. Ta część wybrzeża jest też dosyć skalista, więc na Piha, tak jak i na pozostałych plażach, znajdziecie wiele formacji skalnych i jaskiń, które nadają im uroku i są bardzo fotogeniczne. Najbardziej wyróżniającą się formacją na Piha (i oczywiście najczęściej fotografowaną) jest Lion Rock, która ani trochę nie przypomina lwa 🙂 Można się na nią wspiąć i z wysokości ok 100 m podziwiać panoramę okolicy

Jak widać na zdjęciach, plaże są ogromne i zazwyczaj też puste – nie trzeba zabijać się o miejsce na swój parawan. Na Piha i pozostałych plażach zachodniego wybrzeża raczej nie spotkamy tłumów plażowiczów – przez większość dni w roku wiatr wieje tak niemiłosiernie, że nawet przy największym upale można poczuć zimno, a poza tym piasek w zębach nie poprawia komfortu leżakowania 🙂 Czasem spotka się jakąś szaloną nowozelandzką rodzinę piknikującą na plaży, ale oni tacy już są. Wiatr, słońce, deszcz – im nigdy nic nie przeszkadza w żadnych aktywnościach. To samo tyczy się kąpania w morzu/oceanie (w Morzu Tasmana w tym wypadku). Woda tutaj jest zazwyczaj tak zimna, że mam opory choćby zamoczyć stopy. W Auckland mieszkamy od 1,5 roku, na Piha bywaliśmy wielokrotnie, jednak pierwszy raz do wody weszliśmy tydzień temu, w piance do pływania, a to i tak tylko dlatego, że ciężko by było odbyć lekcje surfowania pozostając na plaży (wetsuit zdecydowanie pomaga:P) Może i jest tu subtropikalny klimat, ale na pewno nie spodziewajcie się subtropikalnych temperatur wody, o żadnej porze roku. Z tropików mamy tylko deszcz 😉

Z Piha można zrobić sobie krótką, półgodzinną wycieczkę kawałkiem Hilary Trail do wodospadu Kitekite. Przed wejściem na szlak natkniecie się na stację do czyszczenia obuwia – można je spotkać we wszystkich nowozelandzkich lasach, gdzie rosną kauri. Ma to pomóc w rozprzestrzenianiu się “kauri dieback disease”. Aktualnie większość szlaków w Waitakere jest właśnie z tego względu zamknięta.

Karekare

Mniej popularna , aczkolwiek równie piękna plaża, sąsiadująca z Pihą. Ma także swój własny wodospad (Karekare Falls), który jest jeszcze bardziej dostępny – znajduje się przy samej drodze. Są szlaki, skały, jaskinie, czarny wulkaniczny piasek, fale i wiejący non stop wiatr. W weekendy bywa też sporo ludzi, więc czasem jest problem z parkowaniem.

My podczas jednego z zimowych spacerów po Karekare spotkaliśmy takiego oto jegomościa pluskającego się w morskich falach, zaraz przy brzegu. To jest właśnie najwspanialsze w Nowej Zelandii – bliskie spotkania z dziką przyrodą są zawsze na wyciągnięcie ręki 🙂

Muriwai

Plaża Muriwai jest piękna, długa, idealna do surfowania, jednak głównym powodem, aby ją odwiedzić, jest znajdująca się tam kolonia głuptaków (australasian gannets). Głuptaki to niesamowite stworzenia, które pierwszy raz spotkaliśmy podczas morskiego safari w Auckland. Poprzez śledzenie grup głuptaków na otwartym morzu można wypatrzeć stada delfinów – ptaki śledzą delfiny, czekają aż te zaczną polować i wtedy także korzystają z podanej kolacji (Delfiny osaczają ławice ryb i “wypychają” je bliżej powierzchni, w ten sposób ptaki też mają łatwy dostęp do zdobyczy). Głuptaki potrafią dać praktycznie pionowego nura z niesamowitą szybkością (ponad 100km/h) , kompresując się przy tym do wielkości strzały. Cały ten spektakl wygląda niesamowicie.

Jeśli odwiedzicie Muriwai pomiędzy sierpniem a marcem będziecie mogli obserwować nieskończoną ilość gniazd, świeżo upieczonych rodziców uprawiających swój taniec godowy i maluchów wołających o jedzenie. Jest ich tam tak dużo, że każdy, nawet najbardziej niedogodny kawałek przestrzeni jest wykorzystywany jako M1 🙂 Jest to alternatywa dla wszystkich, którzy chcieliby zobaczyć głuptaki, a nie po drodze im na wschodnie wybrzeże Wyspy Północnej, na Cape Kidnappers, gdzie znajduje się największa/najpopularniejsza kolonia gannetów.

Bethells Beach

Chyba najmniej popularna (wśród turystów, bo na pewno nie wśród miejscowych) plaża w okolicach Auckland, a wcale nie gorsza od reszty – oczywiście znajdziecie tu piękną, szeroką plażę, czarny, wulkaniczny piasek oraz groty/jaskinie wyrzeźbione przez wodę. Taka ciekawostka – Bethells Beach, jak zresztą wszystkie wymienione wyżej plaże, jest przecięta rzeką bądź cofką (inletem). W Nowej Zelandii spotykamy się z nimi wszędzie, co oznacza, że nie da się przespacerować po plaży bez ściągnięcia butów i małej przeprawy. Gwarantujemy, prędzej czy później wszędzie na jakąś natraficie.


One thought on “Wulkaniczne plaże Auckland

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s